
Dokąd można pójść w niedzielę, w deszczowy belgijski weekend? Najlepiej do muzeum, tylko do którego? W Antwerpii warto wybrać się do muzeum Rubensa, ale czy muszę oglądać klasykę skoro za nią nie przepadam? Padło więc na muzeum sztuki współczesnej; na zdjęciu po prawej. W środku prezentuje się zdecydowanie lepiej. Na chwilę przestało padać, pójdziemy więc spacerkiem wzdłuż rzeki, może da się porobić jakieś zdjęcia.
Muzeum jak to muzeum, pooglądasz, pospacerujesz (też),a potem przychodzi pora na lunch (wybraliśmy się na dość wczesny wypad do tego przybytku kultury). Jak w każdym cywilizowanym świecie, muzeum posiada kawiarenkę. Zachodzimy, miejsce wypełnione do połowy zajadającymi przepyszne potrawy Belgami, trzeba się na coś zdecydować. Wygląda to na szwedzki stół, ludzie podchodzą i nabierają potrawy na talerze. Ale coś nie widzę, żeby szli do kasy, dziwne trochę. lepiej spytam ile co kosztuje, zanim zacznę się objadać tymi pysznościami. Wybieram coś pizzo - podobnego i pytam panią za ladą co to takiego. Pani podaje flamandzką nazwę, nie zna angielskiej, ale uprzejmie tłumaczy jakie potrawa zawiera składniki. Brzmi i wygląda apetycznie, mam ochotę skosztować, pytam więc o cenę. I tu pani robi zdziwioną minę, pytając, czy ja nie jestem z grupy. Z jakiej grupy? Ano, z tej wycieczki.- Nie, jestem zwykłą turystką, zwiedzam muzeum.
- Przykro mi, kuchnia jeszcze nie jest otwarta. - To nic nie mogę kupić? Nawet soku? - Sok owszem, możemy sprzedać.
Dostaję sok (pomarańczowy), płacę i czekam na resztę. Podchodzi mąż i pyta: Co oni, sadzą te pomarańcze? - Nie, czekam na resztę. W końcu się doczekałam, sok wypiłam i koniec zwiedzania, idziemy do domu, głodni i źli, gotować obiad.Ciekawe, czy ta wycieczka zjadła te wszystkie potrawy. No i po co mają w muzeum kafejkę skoro kuchnia jest nieczynna? That's Belgium!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz