sobota, 4 grudnia 2010

Podroż 3 jesienna

Podróże kształcą, zwłaszcza po Europie czyli kilka praktycznych wskazówek, jak przetrwać w Belgii.


That's Belgium, czyli taka Belgia. To zdanie najczęściej usłyszycie od gospodarzy w odpowiedzi na Wasze uwagi jako cudzoziemców, turystów, ekspatriantów itp., że coś nie działa do końca tak, jak należy. I nie mam tu na myśli różnic kulturowych czy innej kuchni, w końcu podróżuje się po to, by poznać inne kultury. Chodzi mi o ogólne funkcjonowanie sektora usług, czy sposób traktowania przybyszów z innych krajów i kontynentów (a może tez planet?). Są rzeczy, które zamiast ułatwiać, utrudniają życie podróżnym, którzy przyjeżdżają tu głównie po to, by zostawić w tym kraju więcej lub mniej pieniędzy.

Na 'dobry' początek: wysiadam z samolotu na międzynarodowym lotnisku w Brukseli, idę kupić bilet na ekspres do miasta, pytam, czy mogę zapłacić kartą. Owszem, jak najbardziej, wyciągam więc moją własną legalną kartę płatniczą, podaję Pani w okienku, a ta, po dokładnym obejrzeniu plastiku, pyta, czy może zobaczyć moje ID. Grzecznie odpowiadam, że tak, choć nie powiem, żeby mnie to nie zdziwiło. Pani sprawdza zgodność podpisu w paszporcie i na karcie, mówi że wszystko w porządku (uff, zdałam!), po czym ... oddaje mi kartę z ID i ….prosi żebym sama przejechała kartą przez czytnik. Ups, tego nigdzie nie uczyli, w Polsce klient nigdy sam tej czynności nie wykonuje, no i zadanie okazało się z tych z trzema gwiazdkami. Po trzech nieudolnych próbach (nie tak, odwrotnie, źle trzymasz kartę), zdesperowana zdecydowałam się wyjąć gotówkę. Później dowiedziałam się, że to w tym kraju powszechna praktyka. Nieważne, że jesteśmy obywatelami Europy, pracownik, widząc niebelgijską czyli obcą kartę, ma zażądać okazania ID. Tak dzieje się w ok 90 procentach transakcji.

Kolejna przygoda z kartami miała miejsce przy bankomacie w wielkim centrum handlowym. Tym razem pojawił się problem z zaakceptowaniem polskiej karty. Drugi bankomat, obok, podobnie. Wypluł kartę, wcześniej wyświetlając komunikat informujący, że tej karty nie przyjmuje. Najlepiej przyjeżdżać do tego kraju z plikiem wcześniej wymienionej gotówki. Czy my aby na pewno jesteśmy obywatelami Unii?

Stąd moja rada nr 1: jeżeli zawsze płacisz kartą, tym razem zabierz ze sobą zapas gotówki.

***

Oprócz robienia zakupów, odwiedzający odczuwają niezmierną potrzebę przemieszczania się po mniejszym lub większym obszarze danego kraju, korzystając niekiedy z kolei państwowych.
Czekając na peronie, można odnieść wrażenie, że nikt się tu nie śpieszy, co dotyczy również pociągów. W godzinie szczytu roztropniej jest wyjechać wcześniejszym pociągiem niż liczyć na punktualność tego właściwego.
Rada nr 2: dokładnie zaplanuj swoją podróż.

Za mało wrażeń? Wsiądźcie do pociągu udającego się do miejscowości w części flamandzkiej, po zmroku. Po jakimś czasie trzeba z niego wysiąść, ale na której stacji? Przez okno nie zawsze da się przeczytać jej nazwę, a liczenie stacji nie zawsze działa. Według rozkładu jazdy, Antwerp Central to trzecia stacja, ale ten pociąg zatrzymał się już na kilku mniejszych, których na pewno Antwerpią nazwać nie można.

Owszem, w nowoczesnym pociągu zapowiadają następną stację, w jedynym języku używanym w tej części kraju. Nazwy miejscowości wypowiadane po flamandzku brzmią tak egzotycznie, że trudno je skojarzyć z angielskimi. Naprawdę nie wiem, jak udało mi się wysiąść na właściwiej stacji.
Rada nr 3: przed kolejną wycieczką do Flandrii weź kilka lekcji flamandzkiego.

Z kolei na bezpieczeństwo podczas podróży belgijskimi kolejami nie ma co narzekać. Po pierwsze, po sygnale nie da się wsiąść do pociągu, ponieważ drzwi zamykają się automatycznie, a przy jedynych otwartych stoi konduktor i daje znaki ze nie wpuści podróżnego, mimo że pociąg nie zdążył jeszcze ruszyć z peronu.
Na koniec rada nr 4: baw się dobrze i nie dziw się niczemu.

Ogólnie rzecz biorąc, nie ma co narzekać, Belgia to ciekawy kraj i na pewno jeszcze tam wrócę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz