środa, 5 stycznia 2011

Sylwester w sercu Bieszczadów

Bal sylwestrowy? Nie dla nas, jedziemy w Bieszczady!











Na górskich szlakach tłumów coś nie widać, w końcu to nie sezon letni, a zimowy. Za to w lokalnym sklepie kolejki i knajpy zapełnione turystami delektującymi się obiadem lub grzanym piwem. Spędzanie czasu wolnego w górskiej knajpie to jedna z popularnych w tym kraju form wypoczynku.







W górach zimno i nieźle wieje, a śnieg miejscami po kolana, przydadzą się ochraniacze na buty. Są miejsca, gdzie wieje bardziej niż mniej, w takich momentach przydałaby się maska ochronna na twarz.

Wędrówka na Jawornik i przez Stare Sioło do 'domu'. Po drodze widać świeże ślady wilka lub miejscowego psa. Na co stawiamy? Może być i wilk, w końcu niejeden chwalił się ubiegłej zimy, że widział nawet ślady niedźwiedzia.





Całego dnia na szlaku nie spędzimy, część trasy przechodzimy wiejską drogą. Bardzo radzimy uważać, pobocze w zimie praktycznie nie istnieje ( zasypane przez śnieg ), a mało wyrozumiali kierowcy i tak trąbią na pieszych idących przepisowo lewą stroną. Za to nikt nie zatrąbił na parę całującą się na moście, prawie na samym środku drogi.


***

Sylwester minął tak szybko, jak się zaczął. Wszyscy dobrze się bawili. Nawet nasz pies uznał, że należy mu się coś od życia, i zjadł bez pytania (czytaj ukradł) całe pęto kabanosów. Smacznego!

Niestety, z psem w górach nie wszędzie można się wybrać:













Wetlina bardzo się zmieniła w ciągu ostatnich 20 - 10 lat. Dawny budynek poczty wystawiony na sprzedaż, wszędzie pokoje do wynajęcia, nie to, co dawniej. Po starym sklepie ani śladu. Jest gdzie zjeść, jest gdzie się napić. Taka niewielka wioska, a posiada kilka dzielnic, Beskidnik, Stare Sioło oraz Wetlina to, jak mówią, jeszcze nie wszystkie.















Nowy Rok - dzień po sylwestrowych szaleństwach - to nie jest najlepszy dzień na spacer w góry. Nie dość, że nogi niezbyt sprawnie niosą, to jeszcze wiatr i śnieg prosto w twarz. Góry dzisiaj jakieś takie nieprzychylne. Droga na przełęcz śliska, momentami oblodzona. Im wyżej, tym bardziej wieje. Na Połoninę chyba nikt w tych warunkach nie wszedł; wszyscy napotkani deklarowali powrót z samej przełęczy lub z drogi 'do'.










Niedziela: wszystko co dobre, kiedyś się kończy, wracamy do cywilizacji. Zabieramy do domu zdjęcia i wspomnienia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz