Squat miał duszę I był zamieszkały przez młodych, alternatywnych artystów Amsterdamu. Jak każdy squat, miał nazwę, a pochodziła ona od nazwiska pewnego nowojorskiego artysty. To był dość stary squat, podobno założony jeszcze w latach 80tych, miał więc nawet swoją tradycję.
To było gdzieś w tej okolicy....
Społeczność squata potrafiła się dobrze zorganizować. Każdy z mieszkańców (dziesięciu, dwudziestu? - nie pamiętam) miał swój pokój. Budynek miał doprowadzony prąd, na korytarzach stały dwie pralki do wspólnego użytku (czy płacili rachunki za energię i czy ta elektryczność była czerpana legalnie, tego nie umiem stwierdzić), we wspólnych łazienkach zorganizowali dyżury do sprzątania.
Squat tętnił życiem, jak każdy prawdziwy dom. Mieszkali w nim młodzi ludzie różnych nacji, oprócz Holendrów pamiętam Anglika, Amerykanina, Portugalczyka oraz wielu innych. Społeczność składała się w głównej mierze z artystów, każdy z nich coś tworzył, jedni komponowali muzykę, inni malowali. Pewnie dlatego nazwali go od nazwiska znanego artysty.
To był początek lat 90, niedługo potem mieszkańcy zostali wyeksmitowani, a dom zburzony. Na jego miejscu miasto zapewne postanowiło dokonać jakiejś dochodowej inwestycji.
Squaty nadal istnieją tu i tam, nawet przestały być tematem tabu, można więc co nieco o nich poczytać w internecie, a nawet obejrzeć kilka filmów, takich jak ten:
http://www.youtube.com/watch?v=UtOUkcmZNP8
Dlaczego ludzie decydują się na zamieszkanie w squacie? Można rzec, że jest to alternatywny styl życia, po co płacić wysoki czynsz za wynajmowany lokal, skoro tak łatwo jest zająć jakiś opuszczony? Niektórzy mówią, że na świecie marnuje się zbyt wiele dobra. Nawet meble nadające się do użytku można znaleźć na lokalnym śmietniku lub zbić je z desek. A że pełno jest kabli na wierzchu, kto by się przejmował tą przyziemną prowizorką, skoro wszystko działa jak należy i można sobie spokojnie żyć, bawiąc się i tworząc?
Squatting jest stosunkowo dość popularny w Holandii, gdzie, jak mówią, prawo jest, a przy najmniej było do niedawno, dość liberalne. Niektóre squaty istnieją sobie dobrych kilka lat zanim mieszkańcy zostaną z nich wyeksmitowani z pomocą policji, bo właściciel budynku akurat zaczął się nim interesować; pewnie ma wreszcie jakiś pomysł, co z tym lokalem zrobić.
Coś się jednak zaczęło zmieniać na gorsze (dla squattersow), bo na jesieni w internecie pojawiła się informacja, że z dniem 1 października 2010 ruch ten będzie w Holandii zdelegalizowany.
( http://cia.bzzz.net/the_netherlands_squatting_prohibition ). Jeżeli ustawa weszła w życie, niejednemu będzie żal.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz