czwartek, 6 stycznia 2011

Wszystkie drogi prowadzą w Bieszczady

Najłatwiej oczywiście przez Brzozów, Domaradz, Sanok, na co decyduje się ponad 90 procent podróżujących. Droga w końcu przejezdna, pierwszej kolejności odśnieżania. Moi znajomi dawno stwierdzili, że jest to nieciekawa i zbyt rozciągnięta w czasie opcja. Wiadomo, ruch na drodze niemały. Odkryli więc dużo przyjemniejszą, alternatywną trasę, wiodącą przez Hyżne, Dynów, Nienadową, Birczę i Krościenko. Po drodze możemy podziwiać piękne widoki, jadąc przez dłuższą chwilę wzdłuż Sanu. Podróż zleci szybko, bowiem jest to mało uczęszczana trasa (trudno tę drogę znaleźć na mapie), w okresie zimowym można nie spotkać ani jednego auta po drodze. Gorzej, jeśli na wąskiej drodze natkniemy się na jadącego przed nami kierowcę na … letnich oponach. Jedzie taki powoli, drogi nie zna, przyjechał przecież ze stron, gdzie opony zimowe nie są potrzebne. Wleczemy się więc za nim i klniemy, na czym świat stoi. Kiedy wreszcie uda się nam gościa wyprzedzić, będziemy musieli uzupełnić niedobory magnezu. Taka karma.

Planując wyjazd, liczyliśmy na dość liczną grupę uczestników 'wyprawy'. Dokonaliśmy rezerwacji, wpłaciliśmy zaliczkę. Na miejscu okazało się, że część osób owszem, dojedzie, ale nie pierwszego dnia, a pozostali zrezygnowali z Sylwestra w Bieszczadach. Albo dostali konkurencyjną ofertę w postaci zaproszenia na bal w teatrze, albo na rynku zapowiadały się niezłe atrakcje. Dla nas nauczka na przyszłość: zawsze trzeba mieć plan B.

A teraz kilka słów o wyższości planowania, robienia listy rzeczy niezbędnych na wyjazd nad pakowaniem się w dosłowne piętnaście minut. Kilku znajomych osobników płci męskiej szczyci się tym, iż w przeciwieństwie do niejednej kobiety, potrafią spakować się w kwadrans. Świetnie! Tylko potem, na miejscu, niekiedy okazuje się, że zapomnieli zabrać ze sobą mapy, albo pytają: wzięłaś może krem do rąk? Tak, wzięłam krem na mróz, może służyć też jako ochronny do rąk! Albo nie pamiętają, gdzie położyli kluczyki do samochodu. Ciekawe, jak teraz wrócą do domu?

Pomimo niezbyt licznej ekipy, wyjazd należy do udanych. A teraz kilka słów o tym, co tam robiliśmy. Większości osób Bieszczady kojarzą się z turystyką pieszą. Poza piechurami istnieje jeszcze grupa ludzi, która przemierza góry na nartach skitourowych. Ktoś wymyślił świetny sposób na przemieszczanie się w terenie górzystym w sposób swobodny i szybki zarówno pod górę jak i w dół. Zajęcie to stopniowo zyskuje coraz liczniejszych zwolenników, nie tylko w Bieszczadach.

Dla niewtajemniczonych kilka słów objaśnienia: narty skitourowe różnią się od zjazdowych tym, że ich specjalna konstrukcja umożliwia spacer pod górę, co w przypadku nart zjazdowych jest niewykonalne. Jak twierdzą znawcy, budowa wiązania oraz buta narciarskiego pozwala na zapięcie i odpięcie piętki buta narciarskiego, a foka podpięta do płozy narty umożliwia śmiałe i strome podchodzenie do góry. Zamiast wlec się pod górę zapadając się w głębokim śniegu, na nartach skitourowych można pokonać tę samą trasę trzy - cztery razy szybciej. Zwolennicy jazdy na stoku spytają, po co ta cała zabawa w podchodzenie pod górę, skoro można sobie wygodnie wyjechać na krzesełku. Ano, można, tylko zazwyczaj trzeba stać w długiej kolejce, na co wiele osób ma dość niski próg tolerancji. Ci na skitourach sami wybierają trasę, zresztą, w Bieszczadach nie ma zbyt wielu wyciągów i tras zjazdowych. Trzeba tylko umieć dobrze jeździć, w końcu po wyjściu na górę zjeżdża się w dół lasem.

Ja, niestety, na razie należę do grupy piechurów, nie umiem jeździć na nartach, dlatego wyjazd w góry z taką ekipą oznacza dla mnie samotne wędrówki piesze, dostosowane trasowo i czasowo do moich fizycznych możliwości. Pod wieczór okazuje się, że trasa przez Jawornik zajęła mi kilka godzin (w końcu mamy zimę, nie?), a kolegom ten sam odcinek tylko dwie. Może byłabym nieco szybsza, gdyby nie przerwy na robienie zdjęć.








Na szlakach górskich kiedyś panował zwyczaj mówienia 'dzień dobry' lub 'cześć' przy okazji mijania się na trasie z innymi turystami. Cóż, czasy się zmieniają i tradycja powoli zanika. Nie ja pierwsza to zauważyłam. A tak miło jest wymienić się uwagami dokąd to się zmierza i co się po drodze widziało!

Jeszcze o jednym czynniku, od którego zależy udany wyjazd. Planując urlop, wiele osób zdaje się zapominać, że na wyjeździe będzie inaczej niż w domu i pozwalają, żeby drobiazgi zepsuły im dobrą zabawę. Powody do narzekania zawsze się znajdą. Jednym może nie odpowiadać standard pokoju lub drobne usterki urządzeń, które mimo wszystko spełniają swoje podstawowe funkcje. Na przykład, prysznic służy do mycia, więc po co zawracać sobie głowę tym, że kurki odkręcają się w odwrotną stronę niż u nas w domu i na dodatek ciepła woda leci z prawego a nie lewego, jak to zwykle bywa? Ciesz się człowieku, że masz tę ciepłą przez 24 na dobę, nie jak w schronisku, tylko o 8 rano i wieczorem, 'do wyczerpania zapasów'. Ubrań zabrałeś tylko na kilka dni, więc nie musisz korzystać z całej szafy, a szczególnie z jej górnej części, której drzwi z trudem się otwierają, blokowane przez lampę na suficie. I tak można by bez końca, ale po co psuć sobie miłe wspomnienia?

Jeszcze tam wrócimy!


1 komentarz:

  1. Dzień dobry :)

    Bieszczady zimą - cudne, widziałam niestety tylko raz. Ale i tak uwielbiam te góry. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń