Wyjechać w góry na weekend? Chyba tylko po to, żeby za chwilę żałować, że już czas wracać. Mimo to, wielu ulega tej pokusie. Na początku jest fajna zabawa, a na drugi dzień dopada nas syndrom powrotu do domu.
Jak więc najlepiej wykorzystać te dwa wyjątkowo krótkie dni?
Dzień pierwszy: ledwie dotarliśmy na miejsce, a tu do zmroku tak niewiele zostało, dosłownie pół dnia, a może nawet mniej. Pogoda też niezbyt rewelacyjna, może więc pójdziemy na łatwiznę czyli na Małą Rawkę?
Dzień, jak widać, niezbyt słoneczny.
Im bliżej szczytu, tym bardziej wieje, oby nas z tej góry nie zwiało.
Tu nasza trasa dziś dobiegła końca, na Wielką już nie zdążymy. Zresztą, komu by się chciało w tych warunkach?
Dzień drugi czyli niedziela
Zapowiada się bajecznie, więc szybko jemy śniadanie i udajemy się w jakąś trasę z punktami widokowymi. Trafiony i zatopiony: stara, magiczna Caryńska. Żartobliwie nazywana 'cyckami przeoryszy'. Kto to wymyślił?
Na Caryńską droga prosta, a i tak schodzimy ze szlaku, niepomni naukom pewnego małżeństwa: proszę iść w prawą stronę, nie lewą, za strzałkami, które rysowałam na śniegu. - Gdzie te strzałki?! Oczywiście, poszliśmy wszyscy na lewo, zgodnie z regułą przekory. Potem tylko mały trawersik i już jesteśmy na zielonym szlaku.
Zobaczcie sami, czyż Ona nie jest magiczna? Wejście od strony południowego stoku: podany czas wynosi godzinę, ale kto by się tak bardzo śpieszył? Potrzebny nam jeszcze czas na postoje, podziwianie widoków, fotografowanie i temu podobne sprawy. W rezultacie przydałaby się rozciągaczka czasu, który wydłuża się stosownie do indywidualnych potrzeb.
Widoki na stronę północną - nasza nagroda. Niestety, na górze zawsze zimno, przynajmniej zimą.
Ależ się te Bieszczady zmieniają! Nie dość, że sprzedają bilety do parku (moje pokolenie pamięta czasy bezbiletowe), to jeszcze na szczytach stawiają ..... ławeczki dla strudzonych wędrowców. Turysto umęczony, odpocznij sobie!
Powoli schodzimy w dół. Powrót do miasta coraz bliżej.
To jedno z ostatnich zdjęć tego weekendu. Don't worry, będą następne!








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz